PODRÓŻE

Costa del Sol- co, jak, gdzie, czyli podróż w nieznane… moim okiem.

Od czego zacząć? Kilkukrotnie zadaję sobie to samo pytanie w głowie. Przecież tyle się działo… tyle smaków, kolorów, ludzi, uliczek, miejsc.

Ale… najlepiej- chronologicznie, od początku 😉

Po pandemicznym roku 2020, gdzie podróżowanie rekreacyjne zostało mocno ograniczone z pewnością nie byłam jedyną osobą spragnioną wolności, jaką często daje zmiana otoczenia i urlopu od wszystkich codziennych obowiązków.

Wiedziałam też, że muszę (obiecałam sobie jakiś czas temu) zrealizować zaległy plan i zorganizować pierwsze w życiu tak długie, bo dwu tygodniowe wakacje 😉

Wybór stosunkowo prosty- niemal rok temu rozpoczęłam regularną naukę języka hiszpańskiego. Coś, co od wielu lat miałam z tyłu głowy w końcu przeszło w ulubioną fazę- realizacji. Konsultacja z moją Profesorą gdzie zdobędę najwięcej praktyki, kilka wskazówek i rekomendacji od jednej z moich kochanych podopiecznych i…vamos! Bilety kupione. Pierwszy przystanek- Malaga!

Czym urzekła mnie stolica Costa del Sol?

Przede wszystkim- co pewnie nikogo nie zaskoczy… kuchnią i życiem wieczorno-nocnym 😉 W końcu… po tylu miesiącach widzę tłumy ludzi. Otwarte restauracje, muzyka, gwar, życie!! Dawno tak bardzo nie cieszyłam się na „przeciskanie” między ludźmi na ulicy 😉

Gubienie się w mniej znanych uliczkach, przystanki na kawę bez pośpiechu i szczegółowo ustalonego planu na kolejne godziny swojego życia. Upatrywanie restauracji, w których chciałabym zjeść coś naprawdę hiszpańskiego… to właśnie mój sposób poznawania regionu 😉

Spokój w głowie i zupełne poddanie się wolniejszemu trybowi życia, który praktykują tamtejsi Hiszpanie. To moim zdaniem jeden z lepszych sposobów na zrozumienie ich kultury.

Pomimo żywiołowości nie zapominają o tym, że należy odpoczywać, spotykać się z przyjaciółmi, dbać o relacje międzyludzkie, rodzinę… co w dobie postępującej technologii, rozwijających się mediów i osamotnienia spowodowanego m.in. pandemią uważam za niezwykle ważne, potrzebne, a wręcz niezbędne!!

Widok- malagijska katedra. Robi wrażenie za dnia, ale nocą… porywa jeszcze bardziej.
Zamówiłam sałatkę z sezonowych warzyw- dostałam dzieło sztuki… pierwszy posiłek w Maladze okazał się ucztą nie tylko dla podniebienia i żołądka 😉
Ensaladilla Rusa y Patatas Bravas
zanim zorientowałam się, iż zamówiłam po prostu dwie porcje ziemniaków było już za późno…

Po przywitaniu Malagi trzeciego dnia pobytu ruszam odkryć kolejną perełkę tego wybrzeża- sławetna Marbella i jedna z jej odnóg Puerto Banus. Tam czeka na mnie zarezerwowany nocleg. Do wyboru wynajem samochodu lub około godzinna podróż autokarem. Zważając na moje wciąż amatorskie umiejętności w prowadzeniu samochodu wybór był prosty.

Pakuję małą walizeczkę i podążam złapać jeden z wygodnych autobusów wiozących bezpośrednio do celu. I gdyby nie zepsuł się zaraz po wyjeździe z miasta- dotarłabym naprawdę szybko 😉

Nie wnikając w szczegóły- po dwu i pół godzinnej jeździe jestem. I cieszę się jak dziecko! Sprawne zameldowanie w hotelu, szybki wskok w kostium, plażową koszulę i niemal wybiegam eksplorować polecane, białe uliczki, portowe restauracje i tutejsze plaże.

Mekka również dla fanów szybkich samochodów, eleganckich butików i różnych rozmiarów jachtów. W Puerto Banus znajdziesz wszystko. I ja bardzo to lubię 😉

Może niekoniecznie czuję potrzebę fotografowania się z całym luksusowym dobrem (nie oceniam), ale z pewnością lubię patrzeć na klasę, elegancję, designerskie piękno i dzieła sztuki oraz motoryzacji. Widzę to co chcę widzieć, omijam nadęcie, ewentualną arogancję i jest mi z tym fantastycznie. Nie czuję potrzeby komentowania w negatywny sposób. Czuję za to potrzebę obserwacji tego co piękne i dobre.

Po długiej i intensywnej przechadzce z wieloma przystankami trafiam na koncert live w… moim hotelu! Odpływam… to było piękne i zdecydowanie nieoczekiwane 😉

Muzyka na żywo, ciepły wieczór i kieliszeczek hiszpańskiej cavy to coś, co pozwala mi jeszcze bardziej niż zwykle docenić życie, które dla siebie zbudowałam. Magia!

Kolejny dzień przyniósł nieoczekiwany plan i opóźnił nieco mój powrót do Malagi. Upał, który z godziny na godzinę narastał sugerował nie wychodzenie z walizką dalej niż hotelowe lobby i basen znajdujący się na zewnątrz. Zostałam na dłużej. Uraczyłam świeżym guacamole i daniem głównym mojego hiszpańskiego tygodnia- Patatas Bravas. Kto poznał mnie w Hiszpanii z pewnością zapamiętał moją twarz obok której znajdował się pełen talerzyk cieplutkich patatasków ;))

Ułożyłam w głowie kolejną stategię- Puerto Banus Puertem Banus, ale co z Marbellą Główną? Trzeba zobaczyć! Jadę!

Ostatnie przejście po porcie i wskakuję do autobusu komunikacji miejskiej. 25 minut. Jestem! Intuicyjnie moje nogi prowadzą mnie zawsze w kierunku wody. Tym razem nie było inaczej. Docieram do promenady i już wiem, że to moje miejsce. Klasycznie- radar w oczach i wyszukiwanie przyjemnego miejsca na popołudniową kawę. Miła Pani za ladą pozwoliła zostawić mój dobytek i bez ciągnięcia za sobą wszystkich tobołków pomknąć wzdłuż plaży pozachwycać się pięknem i prażącym słońcem Marbelli.

Wyjechałam z niedosytem! I postanowieniem poprawy. Kolejnym razem to tutaj zatrzymuję się na dłużej 😉

Powrót do Malagi z popołudnia przeniósł się więc na późny wieczór, ale przecież to nie szkodzi… w Maladze o 21:00 wieczór dopiero się zaczyna 😉

Szybki prysznic, przebiórka i wyskok na kolejny afrodyzjak Hiszpanów- Tinto de verano! I to naprawdę coś, czego jeszcze nie znałam. Dla wszystkich fanów popularnego Aperol Spritza może to być również ciekawe odkrycie.

Hiszpania w całej swej okazałości- tapasy, paelle, ziemniaki…, rewelacyjne malagijskie pieczywo! (Skradło moje serce- szczególnie w Restauracji Matiz, którą swoją drogą bardzo polecam), dzbany Sangrii, kieliszeczki Cavy i wyżej wspomniane Tinto de verano. Zapas na desery pozostawiłam dalszym częściom tej podróży. W Hiszpanii słodycze mogły dla mnie nie istnieć ;))

Choć nie przepadam za robieniem zdjęć jedzeniu to są pewne rzeczy, które chciałabym trzymać
w pamięci jak najdłużej 😉
Maseczki- obowiązkowo. W każdym zamkniętym pomieszczeniu. Bardzo przestrzegane!

Ostatni pełny, malagijski dzień postanowiłam poświęcić w końcu tak zwanemu nic nie robieniu 😉 Jedyny plan tego dnia to wieczorna paella, ale to przecież… dopiero wieczorem 😉 Nie mogło więc zabraknąć porannego treningu przy plaży, kąpieli w morzu, wylegiwania się na słońcu (choć nie umiem zbyt długo leżeć to nawet całkiem się udało ;)) oraz kawy z książką w dłoni. Przy okazji kilka nowych znajomości, ciekawych rozmów z rodowitymi Hiszpanami i stos kolejnych poleceń ciekawych miejsc. A przecież lokalsi wiedzą najlepiej ;))

Za punkt honorowy przyjęłam sobie oczywiście konsumpcję flagowego dania bez którego nie ruszę się z Hiszpanii nawet na krok…

I tu pojawiły się schody… Paella. Z owocami morza. Pierwszego dnia, już, od razu, najchętniej schodząc z płyty lotniska.

Ale! Nie tak szybko! Zdecydowała się Pani na podróż w pojedynkę, musi mieć Pani również jakieś utrudnienia ;))

W Hiszpanii w niemal każdej restauracji Paella jest przygotowywana dla minimum dwóch osób. Mini wersja nie wchodzi w grę. Albo wieka patelnia, albo nic.

Ale przecież… na każdy problem można znaleźć rozwiązanie 😉

Polecam więc znaleźć sobie koleżankę lub kolegę, który nie dość, że chętnie się na to danie wybierze to dodatkowo coś jeszcze o nim opowie 😉

W ten sposób dopięłam swego i z czystym sumieniem mogłam ruszać po kolejne przygody 😉

Piękny, spokojny dzień przy Playa de la Malagueta 😉
Sprawdziłam! Costa del Sol to naprawdę wybrzeże słońca 😉 Uśmiech i optymizm obowiązkowy!
Inna perspektywa. Inna pora. I wciąż ta sama- Catedral de la Encarnación de Málaga.
Jest i ona- Paella Mixta!
Komunikacja Malaga Centrum- Lotnisko rewelacja!
Z punktu A do punktu B wygodnie za niespełna 3€.

Co było później?

To już temat na oddzielny wpis, który z pewnością się tu zjawi 😉

Teraz Ty daj proszę znać czy dobrnęłaś/ąłeś do końca tej opowieści oraz czy jest coś chciałabyś/łbyś dodatkowo wiedzieć.

Chętnie podzielę się poleceniami zarówno noclegów jak i miejsc na wszelkiego rodzaju przyjemności kulinarne, więc jeśli mogę pomóc- poniżej znajdziesz miejsce na komentarz lub wiadomość prywatną.

Tymczasem… muchas gracias y te deseo un buen dia! ☀️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.